środa, 10 sierpnia 2016

Rozdział 1

-Gotowa?-zapytał Mikołaj
-Zawsze-odrzekłam
Po 3 godzinach jazdy dotarliśmy do Krakowa. Kurde szykował się naprawdę super weekend, siatkówka i taniec razem, to idealne połączenie. Zadowolona weszłam do hotelu okazało się, że będziemy mieszkać w tym samym miejscu co siatkarze.
Czy mogło być lepiej?.
-Masz, pokój numer 113, ja mam 112-Mikołaj rzucił mi kartę
-To chyba nie przypadek, że mam 13 na końcu?-zapytałam
-To jest szczęśliwa 13-uśmiechnął się chłopak
-Dobra, dobra-zaczęłam kierować swoje kroki w stronę pokoju
-113, to mój-powiedziałam do siebie, muszę skończyć z tym mówieniem do siebie, w końcu to choroba.
-Yyyyhhh-wzięłam głęboki oddech, który spowodowany był nieumiejętnością otworzenia drzwi.
Mikołaj, gdzie jesteś?? zapytałam w myślach.
-Japierdole-walnęłam rękę w drzwi, po czym usłyszałam za sobą czyjś śmiech. Odwróciłam się i ujrzałam wysokiego jak drzwo środowego Francji Le Roux.
-Pomóc?-zapytał
-Jak byś mógł-podałam mu kartę, a ten za pierwszym razem otworzył drzwi, zrobiło mi trochę głupio.
-Dziękuję-chciałam odebrać swoją własnością jednak siatkarz skutecznie mi to uniemożliwił podnosząc ją do góry.
Przecież nie będę po nią skakać i robić z siebie idiotki, pomyślałam.
-Oddasz mi ją?-zapytałam
-Jak ładnie podziękujesz
-Dziękuję bardzo-uśmiechnęłam się i wyciągnęłam rękę
-Może w ramach wdzięczności pójdziesz ze mną na kawę?-zapytał siatkarz
-Zobaczymy-zamknęłam mu drzwi przed nosem. Już miałam się zgadzać, ale przypomniała mi się moja zasada "ZERO FACETÓW", nawet na jedną noc.
To jutro miał być najlepszy dzień w moim życiu. Zasnęłam myśląc o... dziwne? O Le Roux.
Rano ok godziny 7:30 do moich drzwi zapukał Mikołaj i poszłam z nim na śniadanie. Wchodząc na stołówkę ujrzałam wszystkich moich idoli i Le Roux.
-Cześć piękna-środkowy stanął obok mnie
-Hejka-odparłam
-Iza!!! Idziesz?-krzyknął Mikołaj
-Izaaa , ładne imię, a to twój chłopak?-spytał Francuz
-Nie mam chłopaka-powiedziłam stanowczo
-To dobrze... znaczy-widać było, że Kevin się zagubił, a ja zaczęłam się śmiać
-To co z tą kawą?-zmienił temat
-Pogadamy później-usiadłam przy stoliku razem z Mikołajem.
-Widzę, że masz branie-zaśmiał się chłopak
-Daj spokój, wiesz przecież że zer...
-Tak, tak zero facetów, wiem, ale kiedyś na pewno znajdzie się taki, który złamie twoją zasadę, a może już się znalazł-Mikołaj chytrze się uśmiechnął
-Kevin? Daj spokój, nawet go nie znam i na dodatek ma gadki typowego podrywacza i wygląd także-odrzekłam
-Wolne?-obok mnie zjawił się Le Roux i Grebennikov
-Tak, oczywiście-odrzekł Mikołaj, a ja spojrzał na niego wzrokiem mówiącym "zabiję Cię"
-Japierdole nie żyjesz-rzekłam w jego stronę
-Dobrze, że nie znają Polskiego-zaśmiał się chłopak
-Przestań-szepęłam
-Ale fajny, co ty chcesz, a jak się na Ciebie patrzy-droczył się Mikołaj
-Idę, nareczka-pomachałam siatkarzom i mojemu partnerowi i udałam się do pokoju.
Potem, trening, obiad i nareszcie przygotowania do meczu. Godzina 20:30 i pierwszy gwizdek meczu z Francją. Widziałam ten wzrok i uśmiech Le Roux, który niestety coraz bardziej mi się podobał.
Pierwszy set padł łupem siatkarzy z Francji, ale następny dla nas, wtedy spiker wypowiedział moje nazwisko i Mikołaja. Wyszliśmy na boisko, muzyka, pierwszy stres, pierwsze motylki w brzuchu, potem jakoś poszło, zapomniałam, że jestem na meczu, że ogląda mnie kilkadziesiąt tysięcy ludzi, liczył się tylko taniec.
-Sześć, siedem i...-zakończyłam odliczanie kroku, KONIEC. Muzyka ucichła, a po całej hali rozległy się brawa.
Zadowolona wróciłam na miejsce.
-Super nam poszło, prawda?-zapytał Mikołaj
-No nie było źle, ale trochę mnie palce bolą, następnym razem bardziej patrz pod nogi-walnęłam go w brzuch
-Ja porostu za tobą nie nadążam-odparł. Cały mecz zakończył się wynikiem 3:2 dla nas, mecz nie decydował jeszcze o awansie ani jednej drużyny, więc atmosfera po meczu nie była zbytnio napięta.
-Iza? Wiesz, że przegrałaś zakład-odrzekł Mikołaj
-Co? Jaki zakład?-zapytałam
-Mówiłaś że wygramy za 3pkt, a wygraliśmy za 2pkt, czeka Cię kara-uśmiechnął się i zaczął biec w kierunku samochodu
-Mikołaj zaczekaj!!!-krzyczałam jedank ten wsiadł za kierownice i odjechał.
-Żartowniś-powiedziałam do siebie znowu. Do hotelu ok 5km, mogę iść pieszo, ale mogę też zamówić taxi. Co wybrać?. Taxi w końcu jest już późno i nigdy nie wiadmo kto się kryje za krzakami. Wyjęłam telefon.
-Super 2%  bateri brwo Iza-szybko zaczęłam wykręcać numer
-Dzień dobry chc...halo, halo kurwa już sobie pojechałam-powiedziałam dojść głośno.
-Coś się stało?-obok mnie zjawił się Kłos
-Tak nie mam jak wrócić do hotelu-odpowiedziałam
-Poczekaj tu chwilę-odparł środowy
Karol wrócił po około 10 minutach
-Chodź pojedziesz z nami-zaproponował
-Wow!!! Serio?!-zapytałam
-No, a swoją drogą to super tańczysz Iza tak?-zapytał
-Iza, Iza-odrzekłam
Boże nawet mi się nigdy nie śniło, że będę jechała autokarem reprezentacji Polski. Atmosfera była nie do opisania, śmiech, muzyka, szkoda tylko, że trwało to tak krótko. Wszyscy jako że są dżentelmenami wypuścili mnie przodem.
-To do zobaczenia-uśmiechnęłam się
-Cześć Izka-krzyknęła grupka chłopaków, a mi zachciało się śmiać. Ich poprostu nie da się nie lubić. Wróciłam do hotelu.
-Gdzie jest ta karta?-rzekłam do siebie jestem chora, to się leczy :-)
-Tego szukasz?-Le Roux schylił się i podniósł przedmiot
-Znowu ty, oddaj-przewróciłam oczami
-Daj otworzę, bo będzie tak jak wczoraj-odsunęłam się
-Super dziękuję-wyrwałam mu kartę, już chciałam zamknąć drzwi, jednak uniemożliwiła mi to noga Kevina.
-Kawa tak?-zapytałam
-Kawa, chociaż o tej porze to może co innego-odparł
-Poczekaj tutaj, przebiore się i możemy iść
-Tutaj? Mam czekać na korytarzu?-Boże co za typ
-Właź-niechętnie zaprosiłam go do środka
Po 15 minutach poszliśmy do pobliskiej kawiarenki. Nudno nie było, ale dupy nie urywało.
-Zaraz wrócę-siatkarz udał się do toalety
-Boże...-podskoczyłam na krześle, w momencie gdy rozległ się dzwonek telefonu Kevina, który leżał na stoliku. "Moje skarbie" -taki napisał widniał na ekranie. Nie to, że znam francuski, nic z tych rzeczy, całe szczęście jest coś takiego jak google tłumacz. Dziwne, ma dziewczynę, bo raczej swojej mamy by tak nie zapisał, a umawia się ze mną, to zdecydowanie nie dla mnie.
Po 5 minutach siatkarz z powrotem do mnie dołączył.
-Już jestem-odrzekł
-Wow widzę-uśmiechnęłam się
-Coś się stało?-zapytał widziąc moje "dziwne" zachowanie
-Moje skarbie dzwoniło-odrzekłam
-Co?-siatkarz zaczął się śmiać
-Do Ciebie dzwonił
-Aaaa-zajrzał w telefon
-Masz dziewczynę?-zapytałam, po czym nastała chwila ciszy
-Mam, ale...
-Daj spokój nie musisz się mnie tłumaczyć, dla mnie to nawet lepiej-odrzekłam -Będę się zbierać, zmęczona jestem-dodałam po chwili
-Poczekaj, pójdę z tobą
-Nie, nie, lepiej oddzwoń do dziewczyny-nie wiem co we mnie wstąpiło, powiedziałam to z? zazdrością? A przecież on mi się nawet nie podoba chyba...
Szłam ciemnymi ulicami, słyszałam tylko szczekanie psów, co mnie jeszcze bardziej przerażało. Nawet nie miałam telefonu, żeby wrazie czego zadzwonić po pomoc.
-Bu-zza pleców wyskoczył Le Roux
-Chcesz żebym dostała zawału?-zapytałam
-Nie-odrzekł
Szliśmy w ciszy przez połowę drogi. Cieszyłam się, że jest koło mnie, przynajmniej się nie bałam, bo kto podskoczył by dwu metrowemu, dobrze zbudowanemu mężczyźnie?.
-Jesteś na mnie zła?-spytał środkowy
-Nie, dlaczego?
-Bo takie wrażenie odniosłem
-Aha
-Słuchaj, jeżeli chodzi o tą dziewczynę to...-znowu mu przerwałam
-Ale po co mi się tłumaczysz?-zapytałam
-Bo chce i nie przerywaj mi, Bella to córka mojego prezesa klubowego, nie kocham jej i jestem z nią, bo boję się z nią zerwać-zaczął Kevin
-Rozumiem, boisz się, że wywalą Cię z klubu
-No dokładnie, już dawno chciałem z nią zerwać, nawet tuż przed przyjazdem tutaj, ale ona zawsze potrafi mnie od tego odwieść, wiesz o co mi chodzi?-zapytał
-Tak, raczej tak-zaczęłam się śmiać, czyli zrozumiałam
-A nie uważasz, że to jest wobec niej nie fair? Coś o tym wiem, myślę, że ona wolałaby znać prawdę-odrzekłam
-Nie znasz jej, ja myślę, że ona doskonale wie, że ja jestem z nią tylko ze względu na jej ojca i jej to odpowiada, przynajmniej może się pochwalić
-Czym? Kim? Tobą?-zacząłem się śmiać, po czym dostałam "muke" od siatakrza
-Ała, bolało-krzyknęłam
-Naprawdę? A chesz mocnej?-siatkarz zaczął mnie gonić, a ja uciekałam, dobrze, że była noc i nikt tego nie widział, bo zachowywaliśmy się gorzej niż dzieci. Nie wiem czy u Le Roux było tak słabo z kondycją, czy tylko udawał. Zauważyłam, że jedzie autobus, na tą samą ulicę na której znajduje się hotel, bez wahania do niego wsiadłam, bałam się tylko, że Kevin nie zdąży, ale całe szczęście kierowca był wyrozumiały i zaczekał.
-Jesteś nienormalna, chciałaś mnie zostawić samego w mieście którego wogóle nie znam-powiedział zdyszany siatkarz
-Dał byś sobie radę-podniosłam oczy i wtedy nasz wzrok się spotkał a mnie przeszedł przyjemny dreszyk. Zakochałam się? Nie, to nie możliwe, w jeden dzień?.
Staliśmy tak przez 2 minuty żadne z nas nie chciało przerwać tej chwili.
-Tak wogóle to gdzie jedziemy?-zapytał Kevin, nareszcie
-Jak to gdzie? Do hotelu-odparłam
-Wsiadłaś do byle jakiego autobusu i chcesz mi powiedzieć, że on akturat jedzie do hotelu?-nie wierzył
-No, to się nazwa mieć szczęście prawda?-odrzekłam, po czym usiadłam na jednym z wielu siedzeń. Widziałam jak Kevin uśmiecha się sam do siebie.
Nie jest dobrze Iza, on Ci się coraz bardziej podoba !!!!


---------
Witam was z jedynką. Trochę było propozycji co do bohatera, jednak wybrałam Le Roux, mam nadzieję, że się nie obrazicie Xd. Czekam na komentarze i pozdrawiam




2 komentarze:

  1. Super! Będę! 😄😍😍
    Czekam na next! ❤️❤️ Buziak! 😘😘

    OdpowiedzUsuń
  2. O kurczaczki.
    Cudeńko. *_*
    Czekam na następny.
    Buziaczki. ;*

    OdpowiedzUsuń